Babydoll, czyli słodka podomka w kształcie litery A. Występuje w wersjach dla szalonej kotki, ale również i karmiącej gospodyni domowej. Zacznijmy jednak poważnie - od tła kulturowego. Babydoll swoja nazwę czerpie od bohaterki filmu Elia Kazana z 1956 roku na podstawie dramatu Tennesee Williama.









Oh słodyczy naiwnej kobiecości.. Pokaż pazurki!

Babydoll występuje w swojej abażurowej wersji.. Przy średnim i większym biuście skutki mogą być tragiczne.







Ale również jest koszulką marzeń biuściastych – przynajmniej w założeniu. Jest bowiem produkowana również jako stanik z zasłonką. Daje nam to szansę na podtrzymanie biustu w nocy i seksowny wygląd w pozycji wertykalnej.
Jednak czy ten typ bielizny nadaje się do spania? A może jest to tylko wersja ubrania do zabawy?











Babydoll na polskim rynku bieliźnianym kojarzona jest z bielizną ze Sklepów Miłości. Ze szparkami we wszystkich dostępnych miejscach. Zawsze mnie ciekawi jak to wygląda na poruszającej się kobiecie. Toż z tego wszystko wypada – gdzie tu namiętność, gdy skupiasz się na przekręcającej się koszulce i majtkach dobrych na wszystkie rozmiary zadków świata?











Obecnie babydoll staje się synonimem pewnego stylu, który wywodzi się z bielizny. Taka słodka wersja buduaru. No nie bójmy się użyć tego słowa – kiczowata. Dla mnie kicz to oczywiście pojęcie związane z historią sztuki i na własny użytek oddzielam kicz od tandety. Oczywiście koszulki Babydoll często raczej należą do tego drugiego. Ale może od czasu do czasu warto pobawić się bielizną. Gdy już mamy gładką bazówkę, eleganckie koronki, bieliznę sportową.. No dobra. Może jednak wcześniej.










A czy wy lubicie kolorową, nieużyteczną bieliznę? A może właśnie ona jest bardziej użyteczna niż myślimy? W takich momentach przypomina mi się film "Kobiety" i scena, kiedy zdradzana żona załuje sobie 90$ za stanik ("bo przecież odkładamy na wakacje"). W tym samym czasie kochanka jej męża kupuje sobie dwa komplety po 800$ każdy z karty kredytowej jej męża. Oczywiście Ewa Mendes, która gra rolę kochanki, mierzy nie co innego jak babydoll!












Pamiętajcie więc: inwestycja w bieliznę jest zawsze inwestycją w przyszłość, a nie wyrzucaniem pieniędzy w błoto!!! :)





Czy babydolls są dobre dla świadomych swojej wilekości biustów? Ja natknęłam się na taką bieliznę w miseczkach do F tylko w La Senzie. (Ten model na górze zresztą jest przeceniony!) Macie doświadczenia z tego typu bielizną w tej firmie. A może w innych? Mam wrażenie, że babydoll może dobrze wyglądać tylko w odpowiednio dobranym rozmiarze. Inaczej będzie tylko kuriozum rodem z naszych rodzimych seksszopów.


Swoją drogą w Polsce jakoś nie sprzedaje się ciuchów do chodzenia po domu, bo przecież „po domu chodzi się w tym czego się nie da założyć na zewnątrz”. A dom to ważna sfera naszego życia, dlaczego więc ma być synonimem dziurawych gaci?
Ale tematowi homewear należy się chyba inna notka.


P.S. Zmieniłam tło bloga. Cytrynki jednak są bardziej adekwatne tematycznie i mniej wulgarne od Dmuchawców, nie? ;)

Zdjęcia pochodzą z:
http://www.ermoumag.com/blog/
http://en.wikipedia.org/wiki/Babydoll
http://www.mahalo.com/brooklyn-decker-photos
www.swishlist.ca/?cat=116
http://www.cokupic.pl/
http://www.lasenza.co.uk/
Zwiastun, który obiegł już Internet. Ambitna gra dla wytrawnych koneserów płci męskiej. Ale można przecież zrobić wersję dla kobiet! [tu pojawia się żaróweczka pomysłowego Dobromira] Wybierasz postać, dobierasz jej rozmiar i typ stanika - po podanych wymiarach w karcie postaci, i walczysz. Przegrywa ta, której szybciej spadnie stanik ( w wersji dla chłopców tu by się pewnie gra dopiero zaczynała). Ale może być wersja a la Sims, w której wykonuje się zwyczajne czynności – bieg do autobusu, zakupy, tańczenie. Dostajesz punkty w zależności od utrzymania się stanika. Jeżeli idzie ci kiepsko, piersi wydłużają się karnie, o 3 cm za kazdy źle dobrany stanik.
Chyba to zakrawa u mnie na lekką manię, ale jak się patrzy na te biedne kobitki, to automatycznie włącza się opcja "Samarytanka, która niesie uświadomienie" ;)


Dzisiaj przyszedł czas na mój najlepiej dobrany (dzięki Abrakadabrze, w której obniżka 15%) biustonosz. Mam go prawie rok i jest on przedstawicielem problemu stanikowego w moich granicach rozmiarowych (i jak sądzę przy mniejszych biustach również). Najlepsze dobranie w tym przypadku znaczy, że najczęściej gdy go zakładam jest OK. Ale niestety są dni kiedy buła mi się wylewa, i takie w których w miskach pojawia się pustka. Oczywiście jest to uzależnione od cyklu, brania pigułek itd. W mej rodzinie panuje biust, które ginekolodzy określają jako gruczołowy. Czyli z jednej strony nieźle - bo twardy, ale czasem przesadnie i boli. Poza tym w zależności od hormonów waha się przynajmniej o jeden rozmiar. W związku z tym dobranie odpowiedniego rozmiaru graniczy z cudem. Ze względu na powyższe w mojej szufladzie znajdują się staniki na różne fazy (i ciągle dążę do tego, żeby do każdej fazy mieć pełny komplet do wyboru :]). Oczywiście w takich sytuacjach pomagają balkonetki i fullcupy, w których różnica jest amortyzowana miejscem w staniku, ale przecież wszystkie kobiety lubią mieć czasem pół biustu na zewnątrz.. ;)
I nie chodzi mi tutaj o pół biustu wynikającego z niewłaściwie dobranego rozmiaru, tylko o half-cupy. Od czasu uświadomienia nie doczekałam się jeszcze koronkowego half-cupa, ale usilnie go szukam. Wzdycham do tych Chantelle, które niestety obwodowo są na mnie dobre tylko w biodrach.
Chyba już mi się uaktywniła moja słabość do offtopów.
Już wracam do meritum – czyli do Panache Cleo Robyn 28(60)G.



Rozmiar
***
28-38 C-G (o matko ledwo się załapałam!)
No cóż obwód raczej luźny, stąd 28, a nie 30. (a właściwie 32, którą powinnam mieć w normalnych warunkach). Ale jak dla mnie (czyli 69 pod biustem!) jest dobrze, czasem nawet ciśnie po dniu, szczególnie tak parnym jak ostatnio (czy wasza skóra też jest taka uwrażliwiona w czasie takiej pogody?). Miska standardowo jak na usztywniany stanik raczej mała, ale ja nie widzę większych odstępstw. Jednak uważam, że naprawdę kto jak kto, ale ja nie powinnam mieć GJE. Więc stąd moje (i nie tylko moje) wołanie o ADEKWATNE OBWODY. To jest jedno z głównych źródeł problemów z rozmiarówką większości z nas. Przy wyciętych stanikach, mam też drugi problem, który jest dodatkowym argumentem za mniejszym obwodem. Niby 28G jest odpowiednikiem 30FF, ale jeżeli chodzi o miskę, to wypada wg mnie pomiędzy 30F a 30FF. Miska nie jest taka duża jak w 30FF, ale jest głębsza niż w 30F. Dzięki temu mostek dochodzi do mostka, a brodawki nie oglądają tego, co się dzieje na zewnątrz. Brodawkom pewnie nudno, ale ja się czuję swobodniej.
Po roku noszenia, dość rzadkiego, przynajmniej nie kombinuję nad zwężaniem obwodu. Fakt, że wydaje mi się, że on kiepsko pracuje. Ale jeżeli miałby lepiej pracować, a potem szybko się rozciągnąć, to chyba wolę pierwszy wariant.





Design
***
To czego nie lubię w tym staniku, to kolory. Majtkowy, wszystkie-brudy-pokazujący róż stanika i landrynkowy koronek na nim. Ten drugi skutecznie uniemożliwia noszenie tego stanika do jasnych bluzek. W innych kolorach nie był produkowany. Chyba firma Cleo zrezygnowała z tego modelu. Nie wiem czy nie na rzecz marki Masquerade. Macie może doświadczenia Georgianą dla porównania? Myślałam, że jak tylko wejdzie do sprzedaży to się po nią rzucę, ale tak się nie stało. Ale to pewnie temat na inną notkę.



Cleo krótko mówiąc jest stanikiem dla wielbicieli świata Barbie. Sprawił, że na jakiś czas róż mi się przejadł. A ja naprawdę lubię róż. Choć nie majtkowy.
Robyn jest słodką landrynką, z pętelkami przy ramiączkach i słodziutkimi kokardkami. Na mostku są dwa różowiutkie guziczki i znowu kokardka. Ten model swoją stylistyką nie powala, ale przekonał mnie tym co robi z moim biustem.

Co robi z biustem?
*****
Oczywiście jabłuszka! Bez krechy, wyglądające jędrnie i apetycznie. Oczywiście góra lekko budyniuje, dlatego nie polecam przy lejącym się biuście. Z boku są kule –z całym dobrodziejstwem inwentarza, a więc z lekkim spłaszczeniem. Wybaczam mu to jednak, bo z góry (czyli z mojej perspektywy – a co!) wyglądam jak w żadnym innym staniku.

Wygoda
****
Zwijają się ramiączka, co często denerwuje. Ale za to ładnie – niechcący – wystają spod bluzek. Ja się różu nie wstydzę, nawet majtkowego. Co do kompatybilności z rozmiarem, to pisałam już o nim na początku. Po prostu im bardziej odsłaniający stanik, tym mniej amortyzuje różnice rozmiarowe w trakcie cyklu, więc biust potrafi wypaść w górce.
W takich stanikach nie mam nic przeciwko trójstopniowemu zapięciu. Wydaje mi się nawet zgodne z linią całości. Wtedy idziemy może trochę bardziej w stronę bandeau (czyli np. Tiffany, czy Antoinette), ale owocuje to lepszą stabilizacją biustu. Poza tym samo zapięcie można też ozdobić, żeby nie było takie toporne. Nie wiem dlaczego takie rozwiązania są stosowane tylko w droższych stanikach. To naprawdę mogłyby być tylko dwa małe kawałki koronki!

Komplet
*
Majtki bardzo ładnie wyglądają na zdjęciu katalogowym. Gdy je zobaczyłam w rzeczywistości żal mnie ścisnął w zadku. Szorty wyglądają jak przywielkie gaciory z bazaru. I nadal nie mogę się przekonać do wydania na nie 50 pln (a to już i tak przeceniona cena). Chyba wychodzi ze mnie dusigrosz..

Cena
****
Nie mam nic przeciwko cenie, którą zapłaciłam za ten stanik, czyli okrągłej 100 (obecnie resztki rozmiarówką są jeszcze tańsze gdzieniegdzie). Również i standardowa cena, czyli 141 pln, za ten stanik jest jeszcze w miarę rozsądna. Chociaż byłabym za tym, by raczej dążyła do tej magicznej stówki. Bo ten stanik, pomimo dobrego kształtowania, jest codzienniaczkiem. No powiedzmy taka popołudniowa randka. Ale rozumiem, że do tego poziomu swobodnie dojdziemy gdy już wszystkie kobiety będą uświadomione. Czego nam wszystkim życzę.

Ponieważ nie przykładałam nigdy uwagi do ocen, a w tej recenzji trochę więcej podgrup mi się utworzyło, to stawiam 4+. Ocena zbiorcza nie musi być w końcu wynikową składowych, a ma odzwierciedlać wrażenie z całości. :P
Przyszedł czas na mojego bezramiączkowca sprzed dwóch lat. Jest już dość wysłużony, ale recenzja może się przydać, jako że jest jednym z niewielu miękusów bez ramiączek.
Panie i Panowie przedstawiam Fantasie Cally Strapless, 30F, kolor: Vanilla. Stanik kupiłam dwa lata temu na przecenie w Figleaves, która zresztą jest też obecnie, choć w bardzo ograniczonych rozmiarach. Kochałam go miłością wielką świeżo uświadomionej stanikoholiczki, a teraz przyszedł czas się z nim rozprawić.



Wymiary (mierzone obecnie, czyli po 2 latach sezonowego noszenia):
Głębokość miski: 24 cm
U 16 cm
UU 34 cm
Obwód leżąco 62 cm

Rozmiar

***

Osobiście uważam, że Cally jest dużomiskowa. 30 F zwykle ma tendencje u mnie do za małości, tutaj jest inaczej. Fiżbiny dla mnie trochę za szerokie, ale kończą się przed łopatkami. Obwód na początku był bardzo ścisły. Wrażenie potęgowały pewnie dwa paski silikonu na bokach. Jednak z czasem znacznie się rozciągnął. Zapięcie na 3 rzędy haftek.
Produkowany w rozmiarach 30-38 D-FF, 40-42 C-E






Design

****

To zdecydowanie nie miał być mój styl. Gdy zobaczyłam zdjęcie z Figleaves pomyślałam, że właśnie takich staników nie lubię. Ale gdy dostałam go w swoje ręce, okazał się być delikatną, elegancką bielizną. Hafty na miseczkach są trójkolorowe – oczywiście wszystkie w tonacji kremowej, ale daje to bardzo ładny efekt. Są kontynuowane również na mostku, co jest stylowym wykończeniem. Kokardka na mostku przypomina taki kokardkowy kwiatuszek. Wrażenie psuje materiał dolnej części miseczki, ale za to jest przyjemny. Całość jest na tyle atrakcyjna, że kupiłam sobie potem Cally w wersji z ramiączkami, w kolorze latte. Strapless nie jest niestety tak ładny ze względu na kształt, który robi. Tworzą się bowiem dwa wałki na biuście. Stanik nie podnosi biustu do góry, po prostu unieruchamia go tam gdzie jest. I zresztą trzeba przyznać, że bardzo skutecznie. Dla obserwatorów z zewnątrz ten kształt nie jest zauważalny, ale ja się z tym czuję czasem dziwnie. Wrażenie dziwności potęguje fakt, że na miseczkach są (co prawda pojedyncze i cienkie, ale jednak) paski silikonu. Nigdy co prawda mnie nie odparzyły, ale powodują dyskomfort. Jednak w przypadku miękkiego stanika chyba nie da się ich uniknąć.
Ja nie noszę go z ramiączkami – założyłam raz i powiedziałam „Nigdy więcej!”, ale posiada po dwie opcje (jedna obok drugiej) dopięcia ramiączek, więc daje to pewną mobilność osobom, które kupują Cally jako multiwaya.





Cena

**
Gdyby nie przecena nie kupiłabym tego stanika. Cena regularna to 36 funtów. Może dla osób, które lubią ten typ bielizny (ja go nazywam bieliźniarskim typem bielizny) jest to adekwatna cena. Nawet staranne wykonanie nie zaprzeczy temu, że jest to tylko zwykły stanik. Nie bez kozery regularnie ląduje na przecenie.
Ogólnie trójka dla Cally (oczywiście skala od 1 do 5, bo pewnie zapomniałam wspomnieć).
W życiu większości z nas uświadomienie (stanikowe!) stanowiło przełom w życiu, którym chciałyśmy się podzielić że światem. Często jednak natrafiamy na pewien mur, gdy chcemy dzielić się radosną nowiną i ulepszać życie innym.
Wpadłam dzisiaj na niezbyt odkrywczy pomysł, który miło by było gdyby zaanektował jakiś polski sklep. Racjonalne argumenty, nawet połączone z egzemplifikacją, nie trafiają, nie ma się co łudzić. Zresztą nie tylko w tej dziedzinie. Ale może sprawę ułatwiłaby opcja sprezentowania bonu. Dziś po przebudzeniu widziałam ją oczyma wyobraźni…
Przede wszystkim nie może być to zwykły bon. Raczej Zaproszenie na Indywidualne Konsultacje Brafittingowe ( a może lepiej znaleźć jakiś polski odpowiednik?). Karnet zaproszenia oczywiście byłby imienny, z adresem, telefonem i opisem wspaniałości jakie można uzyskać. Dobrze gdyby to przypominało raczej wizytę u stylisty, niż kupowanie bielizny („bo to to można na bazarku, po co jechać do innego miasta, czy dzielnicy!”). I Jako opcja dołączony do takiego zaproszenia bon za 100, 200, czy 300 pln. Dałoby to wolność decydowania kandydatce do uświadomienia, oraz możliwość wybrania odpowiedniego terminu. Może nawet lepiej, żeby umawiać się telefonicznie na takie konsultacje – uniknie się irytacji związanej z czekaniem w kolejce, lub ryzyka pocałowania klamki. Gorzej jak z zaproszenia nie skorzysta. No cóż. Wtedy pozostaje się cieszyć z zysku sklepu.
Sprezentowanie takiego Zaproszenia może być lepiej odebrane, niż stwierdzenia w dzień urodzin „mamo/ciociu/babciu kupię ci bieliznę, bo tak smętnie wisisz”. Można oczywiście od strony sklepu zadbać o to, by klientka poczuła się wyjątkowo - w końcu prawdopodobnie to jej urodziny/imieniny/dzień matki. Kawka, muzyczka, miła obsługa. Tak tak i panowie wachlujący wielkimi różowymi piórami.. No może niekoniecznie. Ale myślę, że temat jest wart rozważenia. W każdym razie samo zaproszenie powinno być czymś wyjatkowym, a nie zwykłym bonem na zakupy. Ja wiem, że to kwestia zewnętrznego wyrazu, ale zewnętrzność niestety rządzi. Taka nasza kobieca próżność..
Kiedyś konsultacje w domu proponowało MamBra, ale chodzi mi o taką formę dla bardziej zdystansowanych, którym narzucanie się z ciągłym gadaniem o biustonoszach wychodzi uszami (i to bez widocznego efektu!). Mam nawet na myśli kilka konkretnych osobników szczerze powiedziawszy..

Dla tych, co zamiast na słonecznej plaży, smażą się wśród betonu na pocieszenie rusza sezon wyprzedażowy. Jeśli chodzi o staniki, to na razie niemrawo, ale warto to odnotować - choćby na dobry początek.
Na pierwszy ogień idzie figleaves.co.uk, które rozpoczęło czystki magazynowe na całego. Na przecenie jest turkusowa Maia Masquerade, Inca (50%), ale również staniki Faubourga, Pour Moi czy Gossarda. Warto się przyjrzeć, bo szybko znikają rozmiary!

Za to w Dopasowanej 15% zniżki na staniki marki Cleo, ale tylko do 8go lipca.

Dodam jeszcze La Senze, gdzie majtki po 1£, a kostiumy i biustonosze przecenione o połowę lub więcej!



Przeglądam sobie czasem strony Bravissimo tylko po to, żeby obejrzeć oferty, które są adresowane wyłącznie do klientek tego sklepu. Czasem nie mogę wyjść ze zdziwienia, dlaczego te wersje nie wchodzą do regularnej sprzedaży.
Nawet taka Eliza marki Superbra Panache w wersji buttercup zaczyna być pięknym stanikiem! Nie mówiąc już o Georgianie Masquerade w wersji wiosennej, która swoją słodyczą o mało mnie nie zmusiła do kupna. Twardo jednak powtarzałam sobie „Czas na bazówkę, czas na bazówkę”. I wtedy przyszła kolej na wersję letnią. Ta nawet mogłaby się nadawać pod jasne bluzki.
Nawiasem mówiąc jest bardzo podobna do Georgiany, której spodziewamy się na jesieni.

Myślę jednak, że zastosowanie białej koronki wykończenia przy tym kolorze jest po pierwsze o wiele bardziej praktyczne, ale również ładniejsze, choć oczywiście to kwestia gustu. Według mnie, to ta bardziej praktyczna wersja powinna wchodzić do regularnej sprzedaży. Ale widać producenci przeprowadzają badania, które twierdzą inaczej.



Wśród Exclusivów jest jeszcze niebieska Ariza. Kolor tym razem nie powala, ale na pewno będzie jakimś urozmaiceniem dla większych biustów, bowiem Ariza dostępna jest do miseczki K. Jednak tym razem wersja ogólna wydaje się wychodzić na prowadzenie (zdjęcie obok).


Alex marki Cleo (podmarka Panache) jest następnym powodem do żółtej zazdrości. Kolor żółty jest teraz kolorem przechodzącym swój renesans – dlaczego nie w ofercie dla wszystkich?! Na szczęście model nie wygląda na taki, który robi z biustem cuda.
Fioletowy George też wydaje się być lepszy od jajcowego. Ale pozostaje nam powzdychać. On równiez jest tylko dla VIPów z Bravissimo ;)
No nie jest znowu tak źle. Zawsze możemy szarpnąć się na zakupy w bravissimo, gdy nuda kolorystyczna nam doskwiera. Jest to świetna okazja, żeby urozmaicić sobie czekanie od jednej kolekcji do następnej w poszukiwaniu idealnego stanika. Gorzej, gdy piękny Exclusiv znajduje się w sklepie, który do dziczy (czyt. w ręce Poczty Polskiej) nie wysyła. Tak jak było m.in. z czerwoną wersją Tiffany Masquerade, która była wyprodukowana dla Debenhamsa. Zdesperowanym pozostaje szukanie na Allegro lub Ebayu.
Ciekawe kiedy doczekamy się czasów, kiedy sklepy w Polsce też będą mogły sobie zażyczyć jakąś limitowaną wersję stanika jednej z wielkich marek. Polska firma Ewa Michalak kiedyś proponowała jedynie taki system sprzedaży. Każdy model stanika miał być dla danego sklepu na wyłączność. Jednak na razie chyba wycofano się z tych planów.

Zdjęcie zapowiedzi Georgiany pochodzi ze strony sklepu dopasowana.pl , a zdjęcie Arizy z figleaves.co.uk
Mój ostatni nabytek - Discover Mademoiselle Monroe rozmiar 30E. Kupiony w sklepie onlyher.pl, który oczywiście jest prowadzony przez genialną brafitterkę Agugabi, która naprawdę serce wkłada w to, żeby nasze biusty były uśmiechnięte. Nie mogłam tej uwagi pominąć. :)
Stanik występuje w dwóch wersjach kolorystycznych czarno-różowej i czarno-purpurowej. Ta pierwsza podobno ma bardziej stabilny obwód niż druga. Ja testowałam pierwszą.




Rozmiar

****
Produkowany w rozmiarach 30-34 B-G
Potwierdzam, że obwód 30 mało kiedy jest na mnie ścisły, a ten zdecydowanie jest. Możliwe, że oczko większy również byłby dobry. Ale mając na uwadze moje wcześniejsze doświadczenia ze straplessem firmy Fantasie, wolę mieć pole do rozciągnięcia. Poza tym jest dobrze – oddycham ;)
Miska jest większa. Właściwie większość misek F w brytyjczykach jest dla mnie mała (FF często za duża), tutaj natomiast swobodnie mieszczę się w E. Początkowo myślałam, że że być trochę za duża, ale wątpliwości minęły, gdy usiadłam, a potem gdy przetestowałam go w ruchu. Również z dopiętymi ramiączkami wrażenie jest raczej zamałości miski. W ruchu sprawuje się dobrze, nie odstaje, biust nie wyskakuję, a stanik nie zmienia położenia.
Daję mu cztery gwiazdki za ścisły obwód, jedną mniej za loterię rozmiarową.




Wygoda

****

No nie jest to najwygodniejszy stanik, który miałam w życiu. Ale jak na razie jest to najwygodniejszy bezramiączkowiec. Taśmy silikonowe ma tylko na obwodzie. Na szczęście biust został od nich uwolniony i chwała producentowi za to. Marzy jednak mi się piękny, koronkowy, niewyczuwalny strapless. To jest dla mnie ideał. Tutaj niestety do ideału trochę brakuje. Ale idzie ku dobremu.

Design

*****
Dla mnie estetyka jest bardzo przyjazna. Może nie elegancka, ale to wreszcie ładny strapless. Zresztą firma DM jako jedna z niewielu zauważa, że strapless to nie koniecznie musi być gładka trójka bazówkowa (biały, cielesny, czarny). Dodatki na kokardce, ramiączkach i paskach do pończoch (przy figach) są na granicy kiczu, ale jej nie przekraczają. Koronka nie jest może szczytem subtelności, ale jak na ogólny charakter materiałów nie razi. Poziomy szew na miseczce może prowadzić do dziobowatości w kształcie. Ta miseczka tego unika. Ale jednak potencjał zostaje i u niektórych może stanowić to problem. Nie wiem jednak czy jest możliwy strapless, ktory tego cięcia unika i ma szwy takie jak np halfcupy albo bandeau.
Majtki, które są dostępne do kompletu, zrobione są z grubej siatki (w porównaniu np z podobnymi majtkami Ewy Michalak np. do kompletu Chili), ale to naprawdę wychodzi im na plus. Są bardzo wygodne. Bardziej elastyczne niż majtki Curvy Kate z którymi miałam do czynienia. Ja mam rozmiar 38 czyli brytyjska 10, na około 99 w biodrach obecnie i są trochę duże. Na razie przy założonych pończochach (oczywiście samonośnych!) nie spadają. Do majtek dołączone są 4 paski – dwa z ozdobnymi regulatorami, a dwa zwykłe. Ramiączka dołączone do stanika mają takie same ozdobne regulatory. Majtki z tyłu mają przez środek marszczenie (zdjęcie na dole), co mi się bardzo podoba - głównie ze względu na moją niechęć do prześwitywania wiadomej okolicy w standardowych siateczkowych majteczkach.


Cena

***

Za stanik zapłaciłam 99 pln (przed przeceną 139), za majtki 49,77 (przed przeceną 79). Nie ukrywam, że cena po przecenie powinna być ceną wyjściową. Szczególnie w przypadku majtek. Uważam, że majtki powinny kosztować około 1/3 całości stanika. W końcu konstrukcja majtek, nie zabiera tyle czasu co konstrukcja stanika (a jeśli zabiera, to jest to czas stracony, bo nie przekłada się na prężne pośladki, no chyba że w bieliźnie korekcyjnej). Ładny strapeless też nie powinien kosztować powyżej 100 pln. Zwłaszcza, że jest produkowany w dość ograniczonej rozmiarówce (jak na możliwości kobiet!) – więc trafia głównie w potrzeby przeciętno-biuściastych.

W sumie stanik zasługuje na porządną czwórę. Nawet z małym plusem.







P.S. To moja pierwsza recenzja na blogu. Schemat wyszedł podobny jak na stanikomanii, ale jest to przejrzysty układ. Mam nadzieję, że Kasica nie będzie mi miała tego za złe. Samo tak wychodzi jako, że prościej jest dzielić recenzję na pewne bloki – zarówno dla mnie, jak i dla osób czytających.
Ostatnio mamy wysyp blogów biuściastych. Stwierdziłam, że ja również zacznę coś pisać. Jestem z kręgu tych co to mają za duże piersi na kompleksy małobiustości i za małe pryszcze, żeby mówić, że mam manię wielkości. Jestem przedstawicielką tej wielkiej dziury rozmiarowej pomiędzy brytyjskim 30F a 28G (do polskiego 60H dochodząc). Więc niby wszystko powinno być OK. Biust młody, prężny a jednak ciągle niedołężny.
Na blogu planuję dzielić się swoimi doświadczeniami z noszenia konkretnych modeli bielizny, ubrań oraz ewentualnymi uwagami na temat nadziei rynku bieliźnianego oraz promocjami - jak tylko jakieś wyczaję, będę dawała znać.
Dodatkowym argumentem za pisaniem bloga jest możliwość odreagowania manii stanikowej i nie narzucanie się z każdą nową informacją moim bliskim. Myślę, że większość z Was mnie rozumie. Życzcie mi powodzenia!