Gdy byłam młoda, Pani w mojej małej miejscowości nie kryła przede mną dużych rozmiarów staników. Dlatego chodziłam posłusznie w 80 lub 85D. Aż zdradziłam ją że zwykłym bieliźniakiem, gdzie kupiłam seksowny push-up 75C (kłócąc się przez większość czasu, że nie będę mierzyć B ani A). Założyłam go raz. Po tym haniebnym incydencie, zakładając wór pokutny, wróciłam do moich pięknych, drogich (dlatego kupowanych raz na rok - na urodziny) staników dla pań po 50-tce. Idylla trwałaby pewnie do tej pory, ale niestety sklep Pani zamknęła i uciekła nie wiadomo gdzie. Dwa lata tułałam się po świecie donaszając staniki z podstawówki, gdy nagle uświadomiłam się stanikowo. Tu dokonuję pewnego cięcia i przechodzę do meritum. Zmieniłam rozmiar z 80D na 65F, 60G (a właściwie 60H, bo to tak mniej więcej wygląda w polskich firmach) i nagle okazało się, że mam MAŁY BIUST. Nic mi już nie skakało, urwały się docinki męskiej i te - zdecydowanie bardziej jadowite - żeńskiej strony naszego społeczeństwa. Chod...