Osiągnęłam już ten sędziwy wiek, w którym coraz więcej jest okazji to balów, wesel i okazji, na które trzeba mieć odpowiedni ubiór.
W niczym się tak pięknie nie wygląda jak w ubraniach szytych na miarę!
Zwykle jest to jednak drogie. I niestety moje dotychczasowe doświadczenia z krawcami są źródłem traumy.
Tym razem jednak nie chodziło o standardowego krawca cioci Gieni, a o sukienkę z Allegro. Dokładnie o polecaną m.in. na
Kobiecych Kształtach firmę
Liska Bis, która szyje suknie koktajlowe na miarę. Bez szukania materiałów, kroju – po prostu wysyłamy swoje namiary i wybieramy jeden z wzorów. I kolorów, a tych trochę jest.
Na aukcji są ograniczenia rozmiarowe, ale za nieco wyższą cenę da się uzyskać mniejsze, bądź większe rozmiary.
Podaję ograniczenia:
Biodra 86-104 cm (najszersze miejsce – mi wypadające w udozadku)
Talia 64-90 (najwęższe – w moim wypadku pępek)
Biust 84-104 (w biuście :P )
Moim problemem jest 30 cm różnicy między talią a biodrami, i 20 między biustem a talią. Większość sukienek wisi mi w talii, trzeszczy w zadku i opina się na biuście. Gdy założyłam
tę sukienkę oniemiałam.
Pierwszy raz w życiu mam sukienkę, która idealnie na mnie pasuje. Aż problematyczne zaczyna być dopinanie suwaka. Przestrzegam więc przez zbytnim ściskaniem się w czasie mierzenia, bo materiał nie ma w sobie krztyny elastanu! Natomiast nie zalecam też dawania luzu, bo ta sukienka po prostu musi być dopasowana – wtedy jedynie daje gorsetowy efekt.
Tak jak ważny jest obwód w staniku, tak tutaj dopasowana idealnie góra czyni cuda. Na zdjęciach mam na sobie
stanik, ale w pierwszym porywie ciekawości mierzyłam również bez i powiem szczerze, że biust był całkiem nieźle podtrzymany. Sukienka ma fiszbiny przechodzące z przodu, przez piersi. Ilość wymiarów, które trzeba podać wystarcza, by tak dopasować przód, by nic nie odstawało i nic się nie odginało. W sukience mogę skakać, druty nie uginają się pod ciężarem biustu.
Sukienka sama w sobie jest dość lekka, ma podszewkę, w nieco jaśniejszym odcieniu niż część dostępna ludzkości. Do kompletu dostałam ramiączka, które w ramach wstydliwości mogłabym sobie doszyć. Ale jak napisałam, sukienka sama się świetnie trzyma, ramiączka prawdopodobnie by tylko przeszkadzały.
Do kompletu jest czarna wstążka, która dopełnia całkość, choć bez niej też byłoby dobrze. Zastanawiam się czy jej jakoś nie doszyć, bo boję się, że ją zgubię, albo w szale tańca mi się gdzieś przesunie. Choć właściwie może tak lekko z boku też byłoby dobrze?
Reasumując jestem zachwycona. Za 99pln pierwszy raz poczułam się jak Królewna, a nie jak Niewymiarowy Hipopotam. Naprawdę polecam Wam spróbować. Szczególnie, jeżeli macie kobiece kształty i większość ciuchów nie jest w stanie dogodzić Waszym Fanaberiom ;)
Przy okazji robienia zdjęć do notki przypomniałam sobie noworoczne postanowienie – kupić wreszcie dobry aparat! I obsługiwać programy do obróbki, żebyście nie musiały oglądać takich zdekapitowanych nieostrych zdjęć :) Będą wstawiała zamiast mojej twarzy Pamelę A. :P
A Wam w Nowym Roku życzę dużo miłości do samych siebie i propagowania kształtów wszelakich!